I Rogaining Mikołajów

Udostępnij:
Share

rogaininglogo

Dwa tygodnie przed świętami, kiedy weekend zazwyczaj spędzany jest z żonami w sklepach na przedświątecznych zakupach, garstka zapaleńców z całej Polski zjechała się do Moch, gdzie Rajd Konwalii z Markiem Galla na czele zorganizował coś wspaniałego – Rogaining Mikołajów na który nie mogliśmy nie pojechać.

Zawody należą do cyklu Rajdu Konwalii (do tego są : Śnieżne Konwalie, Poznańska Bimba, Bydgoszcz City Race, Rajd Konwalii, Nocny Marek). Razem 6 imprez, na różnych dystansach – trasach pieszych 25, 5okm; albo adventure race (bieg, rower, kajak, rolki i inne takie). W tym roku udało mi się być na Śnieżnych Konwaliach i Bydgoszcz City Race. Na Rajd Konwalii mieliśmy jechać, ale kontuzja brata (mój wieczór kawalerski skończony jego pobytem w szpitalu…), a na Nocnym Marku postanowiłem pomóc w organizacji (dość niedołężnie, za co Cię, Marku jeszcze raz przepraszam). Rogaining Mikołajów to impreza polegająca na zdobyci w ciągu 6 godzin jak największej ilości punktów. W lesie rozstawionych jest ogromna ilość punktów (nikt nie jest w stanie zdobyć w limicie wszystkich). Każdy z punktów kontrolnych ma inną wartość (np. 6B – 6pkt, 9D – 9pkt, 3A – 3pkt). Kolejność na mecie zależy od sumy wartości znalezionych punktów, no i od zmieszczenia się w limicie czasu, w tym przypadku – 6 godzin.

Do bazy rajd – Moch (zamieszkanych chyba w połowie przez rodzinę organizatora 😉 ) dotarliśmy na godzinę przed startem i od razu dostaliśmy mapę – czyli jest kupa czasu na opracowanie jakiejś taktyki, która w tym rodzaju zawodów jest kluczowa. Pojawia się wiele pytań, które trzeba rozwikłać jeszcze przed startem – Jaki wariant obrać? Które punkty wybrać? Które punkty ominąć? Jak przebieżny będzie las? Kiedy może pojawić się kryzys? W jakim tempie będziemy biec? Czy tą rzeczkę da się przejść? Na wszystkie pytania sobie odpowiedzieliśmy, obraliśmy optymalny wariant, pomierzyliśmy krzywomierzem (od Dziadka!) odległość po naszym wariancie, oceniliśmy nasze moce, spakowaliśmy się, założyliśmy mikołajowe czapy z nadrukowanymi numerami startowymi i pomaszerowaliśmy na start.

Nie było hucznej imprezy, pogaduszek, raczej każdy z zawodników skupiony był na trasie, i czy czegoś na mapie nie przegapił.

 

1 rogainingmapa2-1

No i ruszyli – mikołaje, Panie mikołajowe i Psy – mikołaje. Wszyscy razem, ponad 100 ludzi (i czworonogów). Obraliśmy wariant, który obejmował w całości dołączoną, dokładniejszą mapę w skali 1:17 500 (mapa główna ma 1:50 000), lubię taką dokładną orientację. Najpierw postanowiliśmy  zaliczać punkty w większych odległościach od siebie, póki wiemy że będą siły, a na sam koniec punkty rozstawione „gęsto”, blisko siebie, w niewielkiej odległości od mety, żeby przy zbliżającym się limicie czasu móc w każdej chwili wrócić na metę o czasie. Zaczęliśmy od 6B6bJuż na tym przebieg z ponad 100 startujących, zostało kilka osób – to cały urok tego sportu, każdy biegnie gdzie indziej, mając taki sam cel :). Mimo, że to grudzień, już tutaj kilka minut poświęciliśmy na ściągnięcie zbyt ciepłych kurtek, rękawiczek, a buff zamiast na głowie, wylądował na szyi, temperatura była zbyt wysoka a tempo zbyt duże, żeby mieć na sobie tyle warstw. Z 6B na szagę przez pole, żeby wbiec na dokładniejszą mapę i i sprawnie złapać punkt 4C – polanka w środku dość gęstego lasu. Tutaj rozgryliśmy, że niektóre punkty są słupkami należącymi do „Zielony Punkt Kontrolny”, o czym nie do końca wiedzieliśmy i poleciałem szukać go trochę dalej, jednak jak zobaczyłem całe stado dzików, zrezygnowałem z dalszych poszukiwań i podbiliśmy słupek ;-). Dalej na drogocenny 9D omijając drogi, biegliśmy pilnując rzeźby terenu, perfekcyjnie odzwierciedlonej na mapie. Odbieg z punkt w kierunku pola, po czym zaliczony 6F pięknie położony na zboczu w lesie.

 

2

Gdzieś przy 6F w zasięgu wzroku pojawił się jakiś zasuwacz, którego postanowiliśmy wyprzedzić na odbiegu z punktu. On obrał wariant na południe drogą, my na skos przez las. Dobiegając do drogi prowadzącej na 4D okazało się, że jednak biegnie szybciej – odpuszczamy zabawę w gonienie ;). 4D złapany łatwo, po czym dość długa prosta i dobieg na 5D na brzeg jeziora. Wspaniale się nam biegło, rozmawialiśmy o tzw. dupie maryny i innych życiowych sprawach, aż sami byliśmy zdziwieni, że tak noga dzisiaj niesie. Po 5D przyszedł czas na 3A – najpiękniejszy punkt na trasie, na samym szczycie wieży widokowej na samym szczycie najwyższego szczytu w okolicy, choć wbieganie kilka pięter do góry po schodach do najprostszych nie należy… Dobiegamy do mostku, na którym mijamy Piotrka Dopierałę, który WRACA już z punktów położonych po drugiej stronie jeziora – jest mocny! Najpierw postanowiliśmy podbić 7A, do którego większość dobiegu była asfaltem. z 7A dopiero podjęliśmy decyzję do podbiciu 9A, dziwny ten punkt, bo trzeba w te i we wte dreptać, wracając znowu zaraz tą samą drogą, no ale w końcu to 9pkt więcej! Biegnąc z 7A na 9A rzeczka skutecznie zmroziła nam stopy, jednak wracając, udało nam się znaleźć bardziej optymalne przejście suchą stopą. Jednak to nie znaczy, że do mety też dobiegniemy suchą stopą (i suchą noga, brzuchem, głową itp. też, ale o tym później). Znanym już wariantem wróciliśmy o okolice mostku i pognaliśmy po podobne do poprzednich, ale bliżej ustawione punkty 4F i 8B. Na 4F4f wbiegliśmy na teren ośrodka sportowego, nie mając pewności że tam będzie przejście, chcieliśmy cofać. Przekonała nas jednak myśl, że „na pewno tędy chodzą na piwo nad jezioro” no i fakt, przez ośrodek było piękne przejście na drogę idącą przy samym jeziorze. 8B8b na górce znaleziony bez problemów, tutaj zrobiło się spore zagęszczenie zawodników. Wspaniałe w tym sporcie jest to, że widzisz kilkanaście osób i nigdy nie wiesz, czy ktoś jest lepszy, czy gorszy – każdy obrał inny  wariant, ma inne tempo, a o wyniku dowiadujesz się dopiero na mecie. Znowu wróciliśmy do mostku (już po raz 3 w tym miejscu) i wzdłuż jeziora pognaliśmy po 7F. Najgorsze jest to, że już wcześniej widzieliśmy okolice tego punktu, ale dzieliło nas od niego kilkadziesiąt metrów wody i kilka kilometrów obiegania…

 

3 rogainingmapa2-2

Znowu wbiegliśmy na mapę 1:17 500. Sprawnie, po drogach zaliczyliśmy małowartościowy 3B. Zaczęły się pierwsze bóle i przeszliśmy do marszobiegu. Czułem się dalej wyjątkowo dobrze i starałem się jakoś zmotywować do biegania. Po podbiciu 5A obraliśmy już taktykę – i tak się wleczemy, to liczy się dobry wariant i nadrobienie na dystansie między punktami, nie obiegaliśmy już na około po wygodnych drogach, tylko dreptaliśmy przez środek lasu. Przed kolejnym punktem był kawał pola, trochę wiatru (i koń pracujący na polu, a przy dzisiejszych wszechobecnych koniach mechanicznych, to wyjątkowy widok). Zaryzykowaliśmy przed samym punktem i poszliśmy w kierunku rzeczki, na szczęście udało się ją przeskoczyć i nadrobić znowu kilka minut, idealnie wchodząc na punkt. Na kolejny punkt 8D znowu marszobiegiem, ale w dobrym tempie udało nam się dotrzeć bez problemów.

4

Czułem moc, Krzysiek już zaczął narzekać na bolące wszystko, stwierdził że jak mam siły, to mam zasuwać. Tutaj już zaczęliśmy liczyć upływający czas i punkty, które możemy jeszcze zdobyć mieszcząc się w limicie. Do 5F doczłapałem się przez bardzo gęsty las z przodu, ale czekając cały czas na Krzyśka, wiedziałem już, że razem będzie łatwiej. Na dobiegu na 3C 3c jeszcze to ja go motywowałem – „biegniemy do asfaltu, potem idziemy”.  Dalej na 6C już sam czułem  się kiepskawo, nogi powoli odmawiały posłuszeństwa, ale dalej wolałem biec po drodze niż iść przez las. No i od 6C6c role się zaczęły odwracać, Krzysiek dalej w swoim równym tempie, a ja po przeskoku przez ciek wodny zacząłem powoli marudzić. Naganialiśmy się wzajemnie, widząc uciekające minuty. Przez kolejną rzeczkę nie było opcji przeskoczyć, dlatego obiegliśmy trochę na wschód do mostku. Po podbiciu 4E4e już obaj stękaliśmy z bólu. Kusiło odejście od razu do mety, no ale punkt warty 8pkt był tak blisko, że grzechem byłoby go nie zaliczyć (wtedy jeszcze wierzyłem, że uda nam się podbić nawet punkty 5B i 3F. Jednak podczas dobiegu do 8C8c oboje obliczyliśmy, że nie ma sensu marzyć o jakimkolwiek jeszcze punkcie. Odbiegając z 8C mieliśmy złudne nadzieje na znalezienie mostku przeprawiającego przez rzeczkę na wschód w kierunku mety. Nadzieja jednak jest matką głupich i swoich dzieci nie lubi. Patrząc na zegarek, szybka decyzja – przepływamy. Tak – było ledwo co  ponad 0 stopni na plusie, woda lodowata, no ale mus to mus, taki sport. Przerzuciliśmy plecaki biegowe na drugą stronę i to był moment w którym nie było odwrotu. Najpierw przepłynął Krzysiek, potem ja. Z relacji Krzyśka, moje taplanie się w wodzie jest komiczne, bo krzyczę przy tym i taplam się jakbym się topił (no zbyt bezpieczne to raczej nie jest swoją drogą, nie wiedząc czy w rzeczce są mumle, które już by nie wypuściły na powierzchnię). Po tej końcowej przeprawie dobiegliśmy do głównej drogi, założyliśmy startowe mikołajowe czapki i 4 minuty przed upływem limitu czas dobiegliśmy na metę.

Tam czekało grzane wino (niestety zaraz musiałem wsiąść za kółko), herbata, mandarynki i pyszny ciepły posiłek. Przegadaliśmy z godzinę z innymi zawodnikami, kompletnie nie wiedząc które miejsce zajęliśmy, ale czuło się, że jest dobrze. W 6 godzin zrobiliśmy ponad 50km, więc tragedii nie ma! Po około godzinie nadszedł moment dekoracji. Na pierwsze miejsce wywołali Pawła Jankowiaka z wynikiem 139 (!) punktów i już nie mieliśmy nadziei na podium z naszymi marnymi 123 punktami – przy takiej stawce, to za duża różnica. drugi Mariusz Plesiński (130pkt) i trzecie miejsce eq aequo – Marek i Krzyszof Lewandowscy. A jednak się udało! 🙂 Kolejne podium w tym pięknym sezonie, tydzień po wygranej na Azymut Orient i dwa tygodnie po wygranej na Szago. Za nami już różnice minimalne, tylko o 1 pkt wygraliśmy z kolejnymi zawodnikami. Warto było po raz kolejny przezwyciężyć bóle i dostać puchar – choinkę! :-).

Zapis: Endomondo

Rywalizacja na żywo – odtworzenie: ŚledźGPS.pl

Pełne wyniki: Rajdkonwalii.pl

Pełna mapa 1:50 000

sniezne-konwalie-2016

Mapa 1:17 500

rogainingmapa2

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *