Rajd Konwalii 2017

Udostępnij:
Share

Na flagową imprezę Pucharu KonwaliiRajd Konwalii przygotowywaliśmy się już rok temu. Pech chciał, że tydzień po zawodach zachciało mi się brać ślub, a tydzień przed rajdem miałem wieczór kawalerski, który skończył się tak, że Krzysiek zrobił sobie niemałą krzywdę, co zmusiło nas do rezygnacji ze startu. W tym roku obyło się bez żadnych ślubów i wieczorów kawalerskich, więc w piątkowy wieczór mogliśmy w pełni sprawni pojechać do Czaplinka.

Rajd był organizowany już ósmy raz. Do wyboru było kilka tras: Adventure (ok. 293km rowerem, kajakiem, biegiem), Speed (70 km rower, kajak, bieg), albo Relax (31km bieg+kajak). Dodatkowo trasa rowerowa 100km zaliczana do Pucharu Polski BossPlus Cup. Wybraliśmy trasę Speed, żeby się zmęczyć, ale nie za bardzo, choć kusił nas dłuższy dystans.

Start o 9 rano pozwolił się solidnie wyspać i porządnie przygotować. Na linię startu dojechaliśmy na rynek w Czaplinku gdzie dobyła się odprawa i „start honorowy”. Ustawiliśmy się w pierwszej linii i razem z wybiciem dzwonów w pobliskim kościele, wystartowaliśmy na pierwszy, krótki, 8-kilometrowy odcinek rowerowy. Razem z trasą Speed start miała trasa rowerowa 100km, dzięki czemu już po wyjeździe z miasta utworzył się dość mocny, około 10 osobowy peleton, w tym dwa teamy z trasy Speed, reszta z rowerowej. Wariant dojazdu do pierwszej strefy zmian był bardziej niż oczywisty – można było skupić się wyłącznie na mocnym tempie. Takim peletonem dojechaliśmy do pierwszego punktu w niezłym tempie – 28km/h.

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

 

Od początku mieliśmy zamiar zasuwać, żeby jak najszybciej uciec z zasięgu wzroku rywali, więc po przyjeździe do PK1 – strefy zmian, zostawiliśmy rowery, zmieniliśmy mapę i ruszyliśmy na pieszą część rajdu. Etap w części na mapie w skali 1:50 000 i w części na mapie do biegu na orientację w dokładniejszej skali. Rozpoczęliśmy od punktu N . Jak się potem okazało, jako jedni z niewielu, większość zaczęła od punktu W, na którym spotkaliśmy parę teamów.

Etap bardzo ciekawy, z dokładną nawigacją, rozległymi i licznymi bagnami, bagienkami i jeziorami. Do tego solidne górki i gęste miejscami krzaczory – całkiem fajnie. Po deszczowym lipcu bagienka nabrały trochę mocy i nie obyło się bez zmoczenia nóg.

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

 

Po etapie na dokładnej mapie trzeba było „przeskoczyć” na większą skalę. Łatwo i szybko się odnaleźliśmy, optymalny wariant prowadził porządną drogą z najściem na punkt od wschodu, ale nam oczywiście zachciało się skrócić dystansu i najść od północy. Jakaś tam droga na mapie była, w terenie jednak było ich kilka, do tego żadna w dobrym kierunku. Skończyło się na skakaniu przez przepiękne czerwone strumienie, przedzieraniu się przez przepiękne krzaczory i kilkakrotnym zawracaniu, bo dalej się przejść po prostu nie dało.

Odbiegając z PK4 spotkaliśmy braci Wels i mieszany team On-Sight / Walk Marka Muszyńskiego z wiecznie uśmiechniętą Małgosią Trawkowską. Nie obyło się bez złośliwych komentarzy z ich strony… Odpowiem może teraz. Nie, nie szukaliśmy po drodze grzybów ;-).

Dalej na PK5 prowadził okropny „harpaganowy” przebieg na zasadzie „zasuwaj prosto aż się znudzi i potem jeszcze z kilometr”. Około 4 km prostą drogą w tempie 5min/km, mieliśmy nadzieję, że trochę uciekniemy. Podczas długaśnych przebiegów ma się czas na różne przemyślenia. Zaczęliśmy od dyskusji czy z PK5 na PK6 przepływać przez jezioro, czy obiegać na około. Postanowiliśmy obiegać na około. Potem jakoś tak wpadłem na pomysł przeczytania opisu punktu. „Przeprawa promowa” rozwiała nasze wątpliwości i z PK5 na drugą stronę jeziora przeprawiliśmy się takim o pontonem:

fot. Facebook Rajd Konwalii

Po przeprawie ile sił w nogach wróciliśmy do strefy zmian po zostawione tam wcześniej rowery.

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Odjazd ze strefy zmian prowadził tą samą drogą co dobieg do niej, dzięki czemu mogliśmy się rozeznać, jaką mamy przewagę nad resztą. Okazało się, że mimo naprawdę mocnego tempa, przewagę mamy niezbyt dużą – kilka minut. Najpierw minęliśmy chłopaków ze Stopy Słupsk, potem znowu braci Welsów i dalej uśmiechniętą Małgosię z Markiem. PK7 i PK8 złapaliśmy prawie oczywistymi wariantami w bardzo niezłym tempie ok. 25km/h. Przy PK7 niemała atrakcja, przejazd po lotnisku. Na PK8 parę minut straciliśmy, bo szukaliśmy punktu trochę zbyt wcześnie, ale szybko udało nam się odnaleźć. Nastawienie mieliśmy już takie, że etap rowerowy pójdzie migiem, jeśli dalej będą takie ładne i szybkie drogi. No i w tym momencie piękne szybkie drogi zmieniły się na fatalne, dziurawe, pełne kałuż, krzaków, kamieni i bruku. Tempo spadło do 10-15km/h, a wysiłek przy tym dwukrotnie większy. Przed samym dojazdem do kolejnego etapu, jakim była Rowerowa Jazda na Orientację – znowu na dokładnej mapie, pojawiły się skurcze, bóle i inne takie. mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Rowerowa Jazda na Orientację był na tyle rowerowa, że na całym etapie mieliśmy tempo 7:30 min/km… Organizatorzy zapewnili nam piękne ścieżki w lesie podczas wycinki, co znaczy o pokaźnej ilości połamanych gałęzi, rozkopanych korzeni, rozjechanych kolein (głębokich tak, że haczyło się o ziemię pedałami). Do tego można dodać niewidoczne w lesie ścieżki, trochę gór, woda miejscami do połowy koła. Zdecydowanie szybciej byłoby tutaj bez roweru, no ale trzeba było się przemęczyć. Cały dystans trzymaliśmy tempo zawodników z trasy rowerowej, więc nasze żółwie tempo nie było chyba w tym miejscu wyjątkiem. Poza tym trzeba usprawiedliwić ten etap, las był przepiękny, a dzięki tej „szybkości”, mieliśmy jeszcze więcej czasu na podziwianie go ;-).

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Po tej, dosłownie, przeprawie przełożyłem sobie mapę i trochę się zdziwiłem, bo do kolejnego etapu rajdu – etapu kajakowego, było dosłownie parę kilometrów, i to asfaltem. Do tego ze wsi Sikory do samego jeziora było z górki. Nawet jadący kombajn i sznurek samochodów za nim nie zwolniły nam tempa, choć kierowcy osobówek pewnie niezbyt przychylnie komentowali pod nosem o wyprzedzających ich rowerach.mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Etap kajakowy ma to do siebie, że nagle na jeziorze widać wszystkie goniące i uciekające teamy. Wolne tempo powoduje, że odległości między zespołami znacznie się zmniejszają. Rozpoczęliśmy od PK12. Po dopłynięciu w okolicach punktu do brzegu, Krzysiek wyskoczył z kajaka i pobiegł podbić punkt umiejscowiony podobno na baaardzo solidnej skarpie. Ja czekałem w kajaku – oj jak mi się dłużyło, wydawało mi się, że nie było go z godzinę. Po wypłynięciu z krzaków, spodziewaliśmy się zobaczyć goniące nas teamy, ale na całe szczęście nikogo w zasięgu wzroku nie było – wiedzieliśmy, że mamy dość bezpieczną przewagę. Kolejny PK11, znowu dobiliśmy do brzegu przerywając jakąś romantyczną randkę. Tym razem moja kolej na dobieg po punkt, Krzysiek cierpliwie czekał. PK 10, PK 13 już można było podbić bezpośrednio z kajaka. Rywali dalej nie było widać, więc odrobinę się wyluzowaliśmy i mogliśmy się skupić na zacieszaniu z przepięknych widoków i przyjemnie chłodnych kropel wody kapiących z wioseł. Na mecie etapu kajakowego dowiedzieliśmy się o 20-minutowej przewadze na początku tego etapu, więc w spokojnym tempie ruszyliśmy po ostatni PK i do mety.

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Mój spokój skończył się wraz z minięciem drogi, którą chcieliśmy jechać – zdecydowanie nie była przejezdna. Postanowiliśmy jechać dalej i znaleźć jakąś drogę przy jeziorze. No i była droga – jedna prowadziła na teren prywatny, druga prowadziła w krzaki. Z dwojga złego wybraliśmy krzaki. Po przejściu przez krzaki, czekała nas przeprawa przez świeżo wycięty las z rowerami na plecach (po 6 godzinach zasuwania to nie takie proste), przy okazji subtelnie pomuskały nas setki pokrzyw, a dziesiątki ostrych gałęzi pozostawiły na naszych nogach twórcze, krwiste wzory. Dotarliśmy do upragnionej drogi, wsiadamy na rowery i po około 20 metrach padło magiczne K&^*# i jeszcze kilka podobnych słów. Na naszej drodze pojawił się płot. Pełni pokory obeszliśmy płot dookoła, dochodząc do przejezdnego już rowerem pola. Z górki na pazurki i „już” jesteśmy na właściwej drodze, bardzo blisko punktu. Po podbiciu PK 15 w nagrodę czekał nas tylko z kilometr bruku i potem już pięknym asfaltem do samego Czaplinka, gdzie oklaski organizatora oznajmiły nam, że wygraliśmy pierwszy nasz rajd z cyklu Pucharu Konwalii wspaniałe uczucie!

mapa z: Facebook Rajd Konwalii

Wynik super, udało nam się powiększyć przewagę w całym cyklu Pucharu Konwalii. Zawody bardzo udane, organizacja, jak przystało na Puchar Konwalii – rewelacyjna. Podczas rajdu czuć, że trasy są przemyślane i skrupulatnie zaplanowane, a ich ukończenie daje dużą satysfakcję i zapada w pamięć na bardzo długo. W końcu od ekipy biorącej udział w rajdzie Adventure Race World Series (relacja, polecam) można się spodziewać zawodów na najwyższym możliwym poziomie. Do zobaczenia na Nocnym Marku.

Pełne wyniki: Wyniki
Zapis rywalizacji GPS: trackcourse.com

One thought on “Rajd Konwalii 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *