Adventure Race

Rajd Konwalii 2018

Dwa lata i dwa miesiące po debiucie na trasach Adventure Race (Bydgoszcz City Race) przyszedł nareszcie czas na wydłużenie dystansu. Jak to w życiu bywa, apetyt rośnie w miarę jedzenia i “krótkie” AR-y trzeba było zamienić na coś bardziej wyczerpującego. Zamienić na coś, gdzie celem znów będzie dotarcie do mety, a nie jak najwyższe miejsce.

Otwórz kawę, zaparz piwo, bo to będzie dłuższa historia w której lewa myli się z prawą, a spanie wiosłując nie jest problemem ;-).

Nie trzeba było daleko szukać, bo w naszym ulubionym cyklu Pucharu Konwalii, pojawiła się trasa 300km. Już rok wcześniej kusił nas ten dystans, ale skończyliśmy na śledzeniu rywalizacji przy piwku w bazie i starcie na trasie krótszej dzień później (http://zasuwacz.pl/rajd-konwalii-2017/). Tym razem nie wymiękliśmy i pojechaliśmy już w czwartek do Lubiewa na trasę długą.

Z mojej strony przygotowania trwały głównie na kupnie nowego roweru. Poprzedni, w którym na Nocnym Marku 2017 łapałem 3 razy gumę, na Bydgoszcz City Race 2017 zmieniałem przełożenia z przodu ręką, czy na Bydgoszcz City Race 2016 dokręcałem na trasie kierownicę, powiedzmy delikatnie, kiepsko dawał sobie radę w terenie. A! No i kupiłem sobie spodenki rowerowe z pampersem! Krzysiek przygotowywał się biegając, ale o tej różnicy w przygotowaniach będzie później.

W czwartkowy wieczór dotarliśmy do szkoły Lubiewie, gdzie mieściła się baza zawodów. Wyzwanie pierwsze: logistyka. Zgodnie ze schematem:

Zaplanowane były 4 przepaki, które łącznie odwiedzaliśmy pięć razy. Na każdym z przepaków trzeba zdeponować jedzenie, picie i rzeczy na przebranie w taki sposób, żeby wystarczyło do kolejnego przepaku. Organizator podał spodziewany czas, o którym TEORETYCZNIE powinno się być w danej strefie zmian. Jako, że cała trasa miała limit 40h, było dość ważne, gdzie wylądują długie spodnie, gdzie latarki, a gdzie jakiś konkretny posiłek w postaci kabanosów.

Wyzwane drugie: nocleg przed startem. Wiadomo, że jeśli start jest o 7 rano, a na metę możesz dotrzeć dzień później o 20, to warto się wyspać. Po 22 dostaliśmy komplet map, więc zaczęło się planowanie trasy. Wydawałoby się proste jak but, narysować kreski, którędy chcemy jechać. Jednak szczegółowe rozrysowanie 300km trasy zajęło tyle czasu, że po północy jeszcze chyba nikt nie spał. Do tego trzeba dodać adrenalinę związaną ze startem, okropną temperaturę, komary i chrapanie tych, którym nic nie przeszkadzało. Po kilku godzinach snu, pora wstać i ruszyć w trasę i przygodę.

Etap 1: Swim&Run 37km

Ruszyliśmy z kopyta. Już na pierwszej krzyżówce, razem z ekipą 31BLT obraliśmy inny wariant.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o