Szago – z buta

Udostępnij:
Share

 

logoPo średnio udanym występie na TR50 (LINK) spotkała mnie upragniona chwila odpoczynku. Dosłownie chwila, bo kilka godzin po dojechaniu na metę TR50 mieliśmy stanąć na starcie trasy pieszej. Nogi miały chwilę na odetchnięcie. Lubię takie „duathlony”. W międzyczasie dojechał trzeci towarzysz naszego teamu – Łukasz. Analizując przed startem listy startowe i znając swoje możliwości po udanych startach w tym roku, mierzyliśmy wysoko, nawet bardzo wysoko. Wiosenną część sezonu spędziłem na rowerze, żeby doprowadzone już chyba do skraju wytrzymałości kolana dostały trochę czasu na regenerację. Jesienią już wróciłem na biegowe trasy. Ciężko porównywać, czy lepiej się pedałuje, czy biega. Wszystko ma swoje plusy i minusy, chociaż chyba jednak bieganie wygrywa ;-). Spoglądając na prognozy pogody, już od kilku dni widać było tylko pomarańczowe słupki oznaczające gęstą mgłę – zapowiada się ciekawie. W środku nocy ma zacząć do tego padać – zapowiada się jeszcze ciekawiej, nie może być za łatwo! Buty na nogach, buff na głowie, czołówka na czole, kompas na ręce i dołączyliśmy do skromnej, bo kilkunastoosobowej grupy startujących na najdłuższej na tych zawodach trasie. Poprzednimi latami bawiliśmy się w szukanie punktów mylnych, stowarzyszonych i w inne zabawy, jak pamiętna azymutówka poza mapą… Artur zawsze ustawiał trasy z elementami, których nie da się zapomnieć.

Start -> 1 (15)
4,3km
00h 31′

s-1

Mapy dostaliśmy na równo 5 minut przed startem, więc można było na spokojnie obrać sobie optymalny wariant. Krótka instrukcja organizatora dotycząca niespodzianek, które mogą nas czekać na poszczególnych punktach, trochę pomogła w późniejszych dyskusjach „co autor miał na myśli?”. Równo o 18.00 wyruszyliśmy na trasę. Znając już Osiek i wszystkie możliwe główne drogi odchodzące od miasta, ruszyliśmy z kopyta dłuugim asfaltowym przebiegiem na zachód. Tempo w okolicach 5:30 min/km trochę nas przeraziło, ale jak czuliśmy moc w nogach już od początku, to czemu by się jakoś na siłę hamować? Po wybiegnięciu z miasta, za nami widzieliśmy tylko ostro dającą czołówkę Sławka Kuchcińskiego, który równo z nami, mocno ruszył od samego początku. Już na pierwszy punkt się jednak rozdzieliliśmy. Ciężko było dobrze wyczuć odległości na tak długim przebiegu i jak się okazało, wybiegliśmy trochę za daleko. Ciekawą rzeźbę terenu wyraźnie dało się jednak odczytać z mapy i tak góra-dół-góra-dół i znaleźliśmy punkt, a raczej Krzysiek z Łukaszem znaleźli, bo ja zająłem się przeładowywaniem baterii w marszu (załadowane rano nowe baterie jakoś dziwnym trafem postanowiły się rozładować mimo nie używania czołówki), przy okazji gubiąc butelkę picia, na szczęście wziąłem spory zapas.

1 (15) -> 2 (12)
2,28km (6,57km łącznie)
22′ (00h 53′ łącznie)

1-22Przy punkcie znowu spotkaliśmy Sławka, w sumie to nie ucieszył się chyba na nasz widok, bo sam stwierdził, że spodziewał się, że obierając inny wariant na pierwszy punkt zostanie sam w lesie i nie będzie biegł z kimś. No ale pech chciał, że wariant na pkt 2 był bardziej niż oczywisty, więc biegliśmy razem. Pod koniec przebiegu drogi trochę przestały się zgadzać i jakoś za bardzo wyrzuciło nas na południe. Szybko skorygowaliśmy swoje położenie i pognaliśmy na północ wzdłuż granicy kultur, jakąś nieistniejącą na mapie przecinką. Z przecinki tej odbiliśmy na punkt, mając nadzieję, że strumień przy którym jest punkt będzie w lesie widoczny. I tak też się stało, dobiegliśmy do strumienia, a raczej suchego rowu i wzdłuż niego nabiegliśmy wprost na lampion – świetny punkt. Ten rejon lasu co prawda z Krzyśkiej widzieliśmy już kilka godzin wcześniej na trasie rowerowej, ale w nocy to raczej nic nie jest podobne do tego co widziało się za dnia. Tym bardziej w takiej mgle jak dziś – kiedy nic nie jest podobne do niczego, bo najzwyczajniej w świecie momentami nic nie widać…

2 (12) -> 3 (9)
3,37 km (9,93 km)
39′ (01h 32′)

2-31

Odbiegając z punktu natrafiliśmy na kolejną przecinkę-widmo, ale stwierdziliśmy wspólnie, że kierunek jest ok – to zasuwamy! Dotarliśmy do krzyżówki, znajomej mi już z trasy TR50 (to tu był pierwszy z serii baboli), tym razem nie dałem się wkopać w maliny i na pewniaka pognaliśmy w kierunku Skorzenna. Mgła dalej pięknie dawała się we znaki, momentami widać było dosłownie najbliższe drzewa, nic poza tym. W wiosce troszkę to lepiej wyglądało. Punkt 9 miał być jedną z dwóch perełek na dzisiejszej trasie. Punkt ewidentnie oznaczony na mapie od strony północnej. Mostku na południe od punktu nie ma, a jedyną „suchą” drogą było obieganie przez wieś Skrzynia i powrót tą samą trasą. Zgodnie więc postanowiliśmy się skąpać. Przed startem Artur zapewnił, że jest głęboko, ale jak to okreslił „ja bym przeszedł”, no to my też damy radę, nie takie rzeczy się przechodziło (przebieg na punkt 13 na tegorocznej Abentojri w Olsztynie – LINK). Próbowaliśmy odbić w kierunku łąki przy której jest punkt na wysokości linii elektrycznych, ale w trzy pary oczu w tej mgle, mimo skupienia, nie udało nam się tych linii znaleźć. Dlatego też odbiliśmy dopiero od krzyżówki.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=6ZaKkPioki8&w=560&h=315]
Przejście przez łąkę było katorgą – dziwnie nieregularnie poukładane kępy traw. Jak nie trafiłeś butem na kępę – wpadałeś po kostki w wodę lub bagno.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=SEWDWZQnmPw&w=560&h=315]
Dużo sił to kosztowało, ale i tak lepiej niż obieganie do punktu na około. Udało nam się wyjść idealnie na rozgałęzienie rzeki Wdy, przy którym jest punkt. Odnoga wdy okazała się okropnie mulista i woleliśmy nie ryzykować. Szybka analiza i opierając się na doświadczeniach stwierdziliśmy, że łatwiej będzie przejść do punktu przez Wdę – jak woda płynie, to mułu nie zostawia, jak to było w przypadku jej odnogi. Plecaki zostały na brzegu, woda po pachy, ale chociaż podłoże w miarę stabilne, choć woda zimna.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=K0boMnvRvFo&w=560&h=315]
No ale udało się, punkt na szczęście nie był specjalnie schowany, powrót tą samą drogą, plecak na plecy i dalej

3 (9) -> 4 (7)
2,19 km (12,12 km)
24′ (01h 56′)

3-41Powrót po tych samych kępach, co dojście do punkty – perełki. Łąka przepiękna pewnie jest, ale widząc tylko czubek własnego nosa, jakoś na chwilę azymut nawet zgubiliśmy, brodzą w tym g… błocie. Przy zgaszonej czołówce było lepiej widać, gdzie jest skraj lasu – obraliśmy do niego jak najkrótszą drogę, żeby wydostać się tylko w miejsce, gdzie da się chociaż iść w miarę przyzwoitym tempie. Czując dalej moc w nogach postanowiliśmy jakoś specjalnie nie biegać przez las na azymut, wybraliśmy obieganie – zabiera zdecydowanie mniej sił, a i morale wzrastają, kiedy cały czas biegniemy. Punkt nr 7 na szczycie górki – bezproblemowy, znaleziony na zasadzie „byleby do góry”.

4(7) -> 5 (1)
5,85 km (17,97 km)
43′ (02h 39′)

4-5Oj tu było długo i monotonnie. Po dobiegnięciu do utwardzonej, szutrowej drogi padło tylko „lecim na Smolniki”. I ta świadomość, że kilometry teraz będą się dłużyły była nieznośna. Nie wiem, jak ja wytrzymuje na tych biegach ulicznych, kiedy tu nagle 2-3 kilometry bez patrzenia na mapę „byleby do wiochy” są wręcz katorgą. Za Smolnikami, przy krzyżu w lewo. Przy krzyżu zapalony był znicz, więc cieżko było go przegapić. (Tak na marginesie, zawsze jestem zszokowany, ile szczegółów na mapie widzi się podczas biegu. Teraz, siedząc w domu, przyglądając się przy pełnym świetle mapie ciężko mi ten krzyż dojrzeć, a podczas biegu w mgle, w świetle czołówki, nie było z tym problemu. To samo tyczy się rzeźby terenu, jakiś małych dziwnych szczegółów, których przyglądając się mapie w domu bym nie zauważył, a podczas biegu są wyraźne.). Już w okolicy punktu kolejna dziwna droga, o dziwnym kierunku, jak się okazało – droga widmo, na mapie jej nie znajdę, choćbym bardzo chciał. Cofnęliśmy się z 200 metrów i postanowiliśmy brać punkt naokoło, ale dzięki temu bardzo pewnie na niego wbiegliśmy, znowu zasada „byleby do góry”, bo punkt wisiał na jej szczycie.

5 (1) -> 6 (4)
5,01 km (22,98 km)
49′ (03h 28′)

5-6Powrót z punktu tą samą drogą i znowu to samo. Długa droga w dół, aż do jeziora Ziemianek, którego i tak w soczystej mgle widać nie było, no ale droga odbiegająca na wschód aż za nadto wyraźna. Opis punktu : „skrzyżowanie przecinek” od razu podpadał. Wiedząc, że to Artur trasy układał, było pewne że to nie będzie zwykłe skrzyżowanie przecinek z dobrym do nich dojście. I tak było w rzeczywistości. Coś tam niby na południe odchodziło, ale woleliśmy nie ryzykować, tym bardziej widząc w okolicy punktu oznaczenie bagien. Ruszyliśmy naokoło, żeby przy brzegu jeziorka dojść na punkt – i udało się bezproblemowo, wariant doskonały. Przecinka północ-południe rzeczywiście była taka średnio widoczna, pewnie byśmy się nieźle wkopali zasuwając nią. Zbliżaliśmy się do półmetku trasy, więc tutaj zrobiliśmy sobie postój na tańszy odpowiednik RedBulla, parę batonów i analizę dalszej trasy, bo właśnie wkraczaliśmy w teoretycznie najtrudniejszy jej fragment – „górka, górka, górka przy płocie, którego nie ma na mapie”.

6 (4) -> 7 (2)
5,10 km (28,08 km)
42′ (04h 10′)

6-7Dalej postanowiliśmy nie zasuwać przez krzaki w lesie, tylko obiegać drogami – to bardziej efektywne i szybsze wyjście przy dzisiejszej formie. Asfaltem przez Głuche dalej mogliśmy spokojnie biec w tempie ~5:30min/km – tak jak na starcie. Była moc w nogach, czuliśmy już powoli, że biegniemy na naprawdę świetne miejsce. Ten przebieg był dość relaksujący mimo wysokiego tempa, chociaż samo dojście do punktu znowu sprytnie zaplanowane przez budowniczego – przecinka była taką sobie kiepską przecinką, ale na szczęście rów z wodą był bardzo wyraźny, mimo że był dość szczelnie obrośnięty wszelkiej maści krzaczorami.

7 (2) -> 8 (3)
2,31 km (30,39 km)
26′ (04h 36′)

7-8Kilka prostych orientacyjnie punktów trochę nas rozleniwiło, pagórkowaty przebieg do asfaltowej drogi na zachód od punktu pokonaliśmy marszobiegiem. Na punkt nr 3 naszliśmy perfekcyjnie – kolejny punkt na górce, więc wystarczyło zasuwać jak najwyżej, a górka była dość solidna.

8 (3) -> 9 (6)
2,91 km (33,30 km)
29′ (05h 05′)

8-9Zbiegliśmy z góry niezbyt przyjemnym bardzo nachylonym zboczem, chcąc dobiec do zakrętu drogi. Trafiliśmy jednak na kolejną nieistniejącą na mapie ścieżkę. Obeszliśmy jezioro dookoła wydeptaną przez (podejrzewamy, że wędkarzy) ledwo widoczną ścieżką przez chaszcze, która wyprowadziła nas idealnie na porządną drogę. Bez żadnych problemów dobiegliśmy w okolice pkt 6. Od ostatniej przecinki przed punktem Krzysiek zmierzył odległość, a ja zająłem się mierzeniem parokroków (niezawodna metoda, żadne gps-y w zegarkach są niepotrzebne). Po odliczonej ilości kroków odbiliśmy na zachód w kierunku punktu. Ja liczyłem na dobrze obrany azymut, a Krzysiek uwierzył dobrze odwzorowanej rzeźbie terenu i to on idealnie naszedł na punkt, którym było tym razem schowane w środku lasu drzewo – pomnik przyrody – piękny okaz!

9 (6) -> 10 (10)
2,00 km (35,30 km)
19′ (05h 24′)

9-10Od punktu odejście na jakąś kolejną z nieistniejących przecinek, jednak jej kierunek był bardzo pewien. Tutaj zaczęliśmy mijać zawodników, którzy najwyraźniej obrali wariant przeciwny do naszego, mając w nogach ponad 35km wiedzieliśmy, że przed nimi jeszcze sporo zabawy i raczej jesteśmy bliżej mety niż oni, to dodało kolejnych sił. Oprócz sił ważne tu było skupienie. Naszliśmy na punkt od północy idąc granicą bagna. W okolicy punktu parę minut straciliśmy na czesaniu lasu – nic dziwnego, bo punkt był sprytnie schowany przy dość gęstych krzakach.

10 (10) -> 11 (11)
1,21 km (36,51 km)
19′ (05h 43′)

10-11Tak blisko ustawione punkty nie mogą wróżyć nic dobrego – zwolniliśmy tempo i skupiliśmy się tylko na mapie. Już będąc na pkt 10 widać było w oddali czołówki świecące w okolicy pkt 11. Tu mijaliśmy kolejnych zawodników, może już z innej trasy, bo byliśmy stosunkowo blisko bazy. Trzeba było jednak obiec na około jezioro. Skojarzyłem to miejsce na mapie z umiejscowieniem punktu #1 na trasie rowerowej. Co prawda mnie tu nie było, ale Krzysiek skojarzył rejony, dzięki czemu wiedzieliśmy o nieistniejącej na mapie drodze wzdłuż brzegu jeziora. Pojawiły się jakies ogrodzenia, które kusiły do marszu wzdłuż nich, ale konsekwentnie szliśmy obranym wcześniej wariantem i na punkt natrafiliśmy bez najmniejszych problemów – kolejny teoretyczne trudny punkt złapaliśmy bez straty czasu.

11 (11) -> 12 (8)
1,56 km (38,07 km)
18′ (06h 01′)

11-12

Wróciliśmy trochę inną drogą niż najście na punkt. Dotarliśmy do ogrodzenia, które mnie kusiło przy dojściu na pkt 11 i dalej już tą samą drogą do krzyżówki. Dalej w kierunku gospodarstwa na północ. Psy szczekające przy gospodarstwie było słychać już z daleka, mieliśmy tylko nadzieje, że są na łańcuchach, albo za ogrodzeniem. Na szczęście nie nastąpiło spotkanie trzeciego stopnia. Przed najściem na ten punkt przypomniałem sobie ostrzeżenie Artura-budowniczego, że tutaj mogą być różne dziwne płoty i kilka innych górek. O dziwo, maszerując lekko wydeptaną ścieżką wzduż brzegu jeziora, przez lekko moczące buty bagna, bezproblemowo trafiliśmy na punkt – rzeczywiście był przy płocie, trochę nam szczęście sprzyjało.

12 (8) -> 13 (5)
3,71 km (41,79 km)
38′ (06h 39′)

12-13Nie było za bardzo pomysłu na ojdeście z tego punktu. Poszliśmy wzdłuż płotu i natrafiliśmy na kolejną (tak, wiem – zanudzam z tymi ścieżkami-widmo) nieobecną na mapie ścieżkę, która doprowadziła nas wprost na drogą, którą już prawie w linii prostej mogliśmy zasuwać do punktu. W połowie przelotu Krzysiek odbił na północ, Łukasz za nim. Trochę gardło zdarłem zawracając ich. Okazało się, że chciał biec na pkt3, który już zaliczyliśmy. Uświadomiłem go, że to jednak nie tu i ruszyliśmy na wschód, we właściwym kierunku. Samo dojście do punktu było dość pewne, jednak samo znalezienie już nie. Bez przeczytania opisu punktu – „kopczyk – bobrowisko” byłoby ciężko, jednak łatwo było odgadnąć „co Artur/autor miał na myśli”, a miał na myśli pokazanie kolejnego wspaniałego miejsca w lesie – robiło wrażenie! Żeremię naprawdę dosyć solidne, a lampion powieszony tak, że było go widać dopiero z odległości kilku metrów.

13 (5) -> 14 (13)
4,46 km (46,26 km)
53′ (07h 32′)

13-14Odbiegliśmy od punktu na zachód do drogi i czekała nas długa przeprawa jedną prostą – wydawałoby się przecinką. Budowniczy chyba zrobił to specjalnie, ustawiając te punkty. Wariant oczywisty, a przecinka już w 1/3 drogi zginęła. Najzwyczajniej w świecie została zastąpiona wszystkim, co las ma w swoim asortymencie – łąka, krzaki, gałęzie, paprocie, rowy z wodą, rowy bez wody i wszelkie inne leśne wytwory, chyba tylko niedźwiedzi na tym przebiegu brakowało. Tempo spadło prawie do zera, a myśleliśmy że znowu będziemy zasuwać w tempie 5:30 min/km. Jakimś cudem udało nam się w miarę utrzymać na przecince, ale dalej też nie było wesoło. Znów pojawiła się ścieżka widmo (co widzę dopiero po śladzie GPS). Myśleliśmy, że odbijamy z innej drogi i trochę nas wyrzuciło. Sam punkt, żeby nie było na mało za mało, był opisany jak dobrze pamiętam, jako „środek bagna”. No super zachęta… Znałem z Krzyśkiem ten punkt z Szago 2013, kiedy punkt był na… wyspie pośrodku bagna głębokiego tak, że to co u faceta najważniejsze znalazło się pod lustrem wody. Po chwili namysłu zasuwaliśmy już we właściwym kierunku. Głębokie bagno, dzięki tegorocznym suszom stało się zwykłą łąką, na środku której dumnie wisiał biało/czerwony lampion, który podbiliśmy.

14 (13) -> 15 (16) a raczej jego okolice
9,10 km (55,35 km)
108′ (słownie: sto osiem minut) 09h 14′
+
15 (16) a raczej jego okolice -> meta
3,79 km (59,14 km)
36′ (09h 50′)

14-15Szło świetnie, naprawdę – bieg życia. Szło, a nawet biegło, aż do momentu wkroczenia w okolice pkt 16. Już przy odejściu z poprzedniego punktu stała się jedna z gorszych możliwych rzeczy – ból. Jakie by wysokie morale nie były, jaka by forma nie była, jak coś boli – to przesrane. Odcisk na małym palcu u stopy, który daje mi się we znaki na każdych zawodach (jakoś tak jest krzywy, że się „kładzie” i jest uciskany przez palce obok) tym razem uderzył ze zdwojoną mocą. W połowie przebiegu zaczęło do tego padać. Jakby tego było mało, zmęczenie i zbliżająca się meta spowodowały lekkie spięcia w naszym teamie. Za pierwszym razem już byliśmy kilkanaście/kilkadziesiąt metrów od punktu. Jednak coś zaczęło się nie zgadzać. Dyskomfort fizyczny wygrał z komfortem psychicznym. Skupienie poszło w niepamięć, zaczęliśmy czesać. Dróg było dużo więcej niż być powinno, co widać dopiero na mapie z GeoPortalu, załączam porównanie:
Mapa:

motanie

Geoportal:
beznazwy

Po dłuższym czasie przeczesywania lasu, w strugach deszczu,przemoknięci i zmarznięci postanowiliśmy odpuścić i wrócić asfaltem do bazy, omijając już ostatni punkt. Krzysiek w ostatniej chwili krzyknął, że trochę mu cieplej i idzie ostatni raz najść na punkt. Ja z Łukaszem już zdecydowanie zasuwaliśmy asfaltem do bazy. W tym samym czasie Krzyśkowi udało się znaleźć ten felerny punkt, po czym pognał jeszcze po pkt 12, który mi już ominęliśmy.

Na metę Krzysiek wbiegł 38 minut po nas, jednak z kompletem punktów. Okazało sie, że oprócz niego komplet punktów zdobył tylko Arek Duszak, który dobiegł na metę 11 minut przed limitem czasu. Oprócz mnie i Łukasza, na mecie z dwoma nieznalezionymi punktami znalazł się jeszcze Sławek Kuchciński, nasz towarzysz z początku trasy. Zdążył na 1 (słownie: jedną!) minutę przed limitem.

Do przedostatniego punktu mieliśmy ogromną przewagę nas kolejnymi zawodnikami, jednak dobra orientacja na niełatwej mapie zweryfikowała, kto zasłużył na zwycięstwo. Wygrał Krzysiek – dzięki swojej zawziętości, nie poddał się i wrócił z trasy jako zwycięzca. Mnie pogrążyła pogoda, ból i brak zapału do walki. Wybrałem szybszy powrót do ciepłej i suchej bazy zawodów. Mimo tego nieszczęścia, po porannej pobudce okazało się, że razem z Łukaszem zajęliśmy ex aequo trzecie miejsce – za Krzyśkiem i Arkiem, choć tak czy inaczej czuję dość spory niedosyt po tej edycji Szago. Nie powiodło się ani na rowerze, ani pieszo. Dostałem dużą lekcję pokory, która na pewno przyniesie jakieś pozytywne skutki w startach w przyszłym roku. Budowniczy tras – Artur, po raz kolejny pokazał, co znaczy dobrze ustawiona trasa. Było wszystko – krzaki, pola, góry, rzeki i przepiękne (mimo okropnej mgły) widoki. Tym startem kończę sezon, ambicje na przyszły rok są duże, będę mierzyć wysoko!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *