Złoto dla Zuchwałych 2015

Udostępnij:
Share

logoPo zimowym rozstaniu z mapą długo wyczekiwałem na pierwszy start w sezonie na orientację. Zapisałem się r na TP50, bojowo nastawiony na dobry wynik, trochę potrenowałem. Tydzień przed ZdZ pobiegłem 10km w RUN Myślęcinek. Wynik wyśmienity, jednak kolano tak dostało, że już dwa dni po tym starcie musiałem napisać maila do organizatorów z prośbą o przepisanie na TR100. Zawodów nie miałem zamiaru odpuścić, a rowerowa trasa prawie wcale nie obciąża kolan, dlatego podjąłem taki krok, tym bardziej że za tydzień pierwsza runda Mistrzostw Pomorza i Kujaw w biegu na orientację, której też sobie nie odpuszczę ;-).

Do bazy rajdu dotarłem około 18-19. Deszcz siąpił i przestać nie zamierzał. W bazie spotkałem już brata i szwagra, twardo działającego przy grillu ustawionym na parkingu. Poskręcałem rower, zamontowałem mapnik własnej roboty, numer startowy i można było w spokoju usiąść i napić się piwa.

Pobudka o 5 rano w niedzielę nie należy do najnormalniejszych rzeczy, ale chciałem towarzyszyć chłopakom na starcie TP50. Mróz niezbyt przyjemny, ale zgodnie z prognozą pogody, słońce już od rana uśmiechało się do startujących zawodników. Dwie godziny po starcie TP50, razem z resztą rowerzystów, cierpliwie wyczekaliśmy momentu rozdania map. Dość szybko obrałem dość oczywisty wariant. Na początku postanowiłem, od których punktów zacznę, a resztę trasy w szczegółach opracowywałem podczas jazdy.

Start -> 1 (5)

1Dystans: 2,28 km
Czas: 00:08 h

Od razu po starcie chciałem złapać pobliski punkt, żeby potem nie wadził w mi w obieraniu dalszego wariantu. Nie byłem jedyny ;-). Szybki pewny zjazd z asfaltowej drogi i kompletnie skupiony, powoli ale dokładnie dojazd ścieżką w okolice punktu. Nauczony poprzednimi startami, pierwszy punkt bez pośpiechu, żeby wczuć się w mapę, wyczuć odległości i rozgrzać zmarznięte nogi. Przy samym punkcie już miłe zaskoczenie, punkt w rowie, niedostępny jako drive-in, trzeba było podrałować kawałek z buta (mam mały substytut nieosiągalnej TP50). Na szczęście nocny przymrozek skutecznie utwardził sypki piach, który z moimi wąskimi oponami niekoniecznie się lubi…

1 (5) -> 2 (7)

2Dystans: 8,4 km
Czas: 00:39 h

Po szybkim podbiciu punktu, ruszyłem na wschód Wiedziałem że przy takiej ilości punktów, bezcenne minuty można zyskać na krótkich pobytach przy samych punktach. Dojazd oczywistym wręcz wariantem. Tutaj poczułem moc i w nogach i w głowie. Jechało się gładko, sprzęt działa niezawodnie, wychodzi piękne słońce, mapa dokładna, ścieżki się zgadzają. Jest fajnie! Bezpośrednio przy punkcie, razem z kilkoma towarzyszami (wśród nich nr 137 – Robert Stanek, który przewijał mi się przed oczami dosłownie przez całą trasę, przy każdym punkcie) trochę poszperaliśmy i w końcu udało mi się wypatrzeć taśmę, na której zwisał perforator (kolejny punkt typowo pieszy, przepięknie schowany z przepięknymi widokami).

2 (7) -> 3 (9)

3Dystans: 13,29 km
Czas: 00:53 h

Dojazd na pkt 9 bardziej niż oczywisty. Chłopacy znani już z pkt7 pojechali tym oczywistym wariantem, a mnie na krzyżówce dziwnie opętało, krzyknąłem tylko, że „tędy będzie szybciej” i pojechałem na zachód. Głupota ludzka nie zna granic, musiałem się przedzierać przez piaszczyste podjazdy, zamiast jechać szybką utwardzoną drogą. Dojazd do samego punktu w pełnym skupieniu. Punkt złapany na pewniaka. I już zaczęła się zabawa w szukanie punktu, będąc 5 metrów od niego. Okazało się, że punkty są powieszone na drzewach zawsze ze strony przeciwnej, niż dojazd… cwanie, ale miło – nie jest aż tak łatwo 🙂

3 (9) -> 4 (19)

4Dystans: 15,81 km
Czas: 1:04 h

Odjazd z pkt9 zaplanowałem już chwilę wcześniej, więc szybka akcja na szagę przez zmrożone jeszcze pole, dojazd do „grubasa” przy polu i dalej po ładnych drogach do punktu. Wydawało się łatwo i przyjemnie, jednak wjechałem we wcześniejszą ścieżkę, nie oznaczoną na mapie. Świadomie jednak pojechałem na południe i trochę na około dojechałem do drogi prowadzącej prościutko na punkt. Górka niezła, u szczytu rower poleciał w krzaki, a ja rześkim krokiem potruchtałem podbić kolejny punkt.

4 (19) -> 5 (12)

5Dystans: 20,27 km
Czas: 01:24 h

Odjazd z punktu tą samą drogą (jak się później okaże, punktów typu dojazd – odjazd tą samą droga będzie trochę, co akurat uznaję jako jedyny minus trasy). Jechałem tak jechałem, aż się ścieżka skończyła. Do asfaltu dobiegłem z rowerem na ramieniu. Kawałek asfaltem to chwila na spokojne uzupełnienie płynów i marsów w organizmie. Trocę uciekło skupienie i kilka minut po wjechaniu w las, źle skręciłem i znowu wylądowałem przy asfalcie. Szybka korekta i już wylądowałem na dobrej drodze. Opis pkt 12 (spróchniały duży kikut) był tak oczywisty, że nie da się go nie znaleźć. A jednak… przejechałem koło punktu i dojechałem do drogi Wracają w okolice punktu mogłem złapać się tylko za głowę, że tego kikuta nie zauważyłem…

5 (12) -> 6 (6)

6Dystans: 22,43 km
Czas: 01:33 h

Prosty przejazd, niestety wiało niemiłosiernie akurat z północy. Przejazd przez pole dał trochę w kość. Przy samym punkcie trochę się naszukałem, łącznie z wchodzeniem do pobliskiego budynku. A to tylko przez to, że nie spojrzałem na opis punktu. Naprowadzili mnie inni rowerzyści, którzy akurat odjeżdzali z pkt 6. Świetne miejsce, w środku lasu…

6 (6) -> 7 (22)

7Dystans: 26,58 km
Czas: 01:53 h

Odjazd z pkt 6 tą samą drogą i potem prosta droga do asfaltu. Tu chwila na skupienie się, bo punkt wydawał się znowu typowo pieszy. W miłym towarzystwie, po chwili zastanowienia wtargałem rower na plecy i pieszo ruszyłem w kierunku najwyższego w okolicy wzniesienia. Na szczęście górka okazała się tą dobrą, na górze przemiłe towarzystwo umiliło wykańczające podejście i poczęstowali paroma łykami wody. Na punktach piłem, jeśli była tylko taka możliwość, bo 2 litry izotonia w bukłaku na 8 godzin wysiłku może okazać się niewystarczające.

7 (22) -> 8 (17)

8Dystans: 28,79 km
Czas: 02:07 h

Karkołomny zjazd z górki. W tym momencie żałowałem, że nie mam górskiego roweru, tylko crossowy, ale obyło się bez żadnej szkody dla zdrowia. Dość prosto dotarłem do asfaltu, znowu chwila na batona. Jedzenie batonów mi nie służy, bo kolejny raz straciłem skupienie i za szybko odbiłem w lesie z drogi prowadzącej w okolice punktu. Szybko skorygowałem swoją pozycję i dotarłem prosto na punkt, znowu porzucając rower w krzaki i zasuwając pod górę pieszo. (Tu znowu zostałem wyprzedzony przez Roberta Stanka, którego spotkałem odchodzącego od punktu).

8 (17) -> 9 (24)

9Dystans: 32,69 km
Czas: 02:21 h

Odjazd od punktu prosto do znanego już asfaltu i dłuższa chwila odpoczynku, skupiając się tylko na omijaniu dziur w drodze. Trochę niepotrzebnie tak szybko odbiłem z asfaltu, bo dalej można było wbić się w przecinkę prowadzącą prawie do samego punktu. Po raz kolejny, do znudzenia, rower porzucony w krzakach (złodzieje mieliby dziś łatwy dorobek u podnóży górek) i drałownie do góry znowu w towarzystwie Roberta, a z góry na kolejną górę (a miało mi kolano odpocząć 😉 ).

9 (24) -> 10 (18)

10Dystans: 35,57 km
Czas: 02:35 h

Powrót z górki w pobliskie krzaki, gdzie czekał na mnie mój bicykl i rura do asfaltu. Tutaj postanowiłem sobie skutecznie utrudnić życie i zamiast przebić przez asfaltówkę w drogę prowadzącą prościutko do punktu, odbiłem na wschód i trochę trasy nadrobiłem (nawierzchnia też nie była raczej lepsza niż po optymalnym wariancie). Dalej już bezproblemowo dojechałem do punktu.

10 (18) -> 11 (23)

11Dystans: 40,94 km
Czas: 03:06 h

Chyba za bardzo mi się w lesie podobało i moje rozkojarzenie nie miało końca. Tutaj też uświadomiłem sobie, że jest szansa na skończenie całej trasy w limicie, nawet z takimi błędami. I kiedy tak sobie wysnułem ten optymalny scenariusz, widocznie zagapiłem się w mapę i przegapiłem ogromną krzyżówkę. Kierunek się nie zgadzał, więc ruszyłem „mniej więcej w dobrym kierunku” co chwilę stając i szukając, gdzie dokładnie jestem. Potwierdzeniem, że jestem tu gdzie jestem, były dobrze ponumerowane kwartały lasu, które zgadzały się z tymi opisanymi na słupkach w lesie. Powoli, ale dotarłem do punktu, znowu mijając Roberta (też musiał mieć jakąś przygodę, bo byłem święcie przekonany, że zobaczę go dopiero na mecie). Znowu parę łyków wody, dwa  ciastka od obsługi rajdu i w drogę.

11 (23) -> 12 (11)

12Dystans: 44,59 km
Czas: 03:19 h

Banalny przejazd, dość dobrą drogą. Dało to chwilę na opracowanie dalszego wariantu, a dokładniej analizę, czy po pkt 11 atakować od razu pkt 2, czy zostawić go na później. Punkt znowu sprytnie powieszony nie z tej strony, co powinien. Do punktów na trasie powinno się chyba podchodzić tyłem, bo zawsze kartka wisi za plecami…

12 (11) -> 13 (2)

13Dystans: 48,65 km
Czas: 03:40 h

Dwójkę postanowiłem złapać już teraz, głównym chyba powodem była niechęć do złapania punktu w stylu dojazd – odjazd tą samą droga, taki wariant był dla mnie bardziej satysfakcjonujący. Dojazd przez pola pod wiatr do najprzyjemniejszych nie należał, ale motywująca była świadomość, że za chwilę będzie odcinek z wiatrem. Na punkt doszedłem pieszo z drogi biegnącej na północ, walcząc z dumnie prężącą się stromą skarpą, po czym musiałem wrócić do roweru znowu porzuconego w krzakach…

13 (2) -> 14 (14)

14Dystans: 52,18 km
Czas: 03:54 h

Ciesząc się wiatrem wiejącym z północnego wschodu, obrałem południowy wariant, który nie wymagał zbyt dużego skupienia. Gęstość warstwic na mapie nie podobała mi się już zanim zobaczyłem JĄ… Górka niezbyt miła, trzeba było przejść w tryb czworonożny (a rower znowu w krzakach). Punkt typowo pieszy, opis jako słub z okręgiem był jednoznaczny, dzięki czemu z daleka było wiadomo że to to. Widok – marzenie. Pozwoliłem sobie chwilę podumać patrząc się na wspaniałą dolinę kanału bydgoskiego. Przy okazji można było ogarnąć wzrokiem, gdzie będą kolejne dwa punkty. Dość daleko.

14 (14) -> 15 (16)

15Dystans: 57,37 km
Czas: 04:13 h

Przejazd kompletnie bez historii. Trochę pod wiatr, trochę po dziurawych betonowych płytach, trochę po asfalcie. Sam dojazd między stawami rybnymi bardzo ciekawy, a umiejscowienie punktu to istna perełka. Ruiny bardzo klimatyczne, choć zanim znalazłem perforator, obszedłem je całe do okoła. Zaczęło się robić trochę monotonnie, bo pkt 16 należał do całej serii punktów nie-leśnych. Zdecydowanie wolę jeździć między drzewami, niż między domami.

15 (16) -> 16 (21)

16

Co się nagapiłem w tą mapę, żeby obrać tu wariant to moje. Szukałem usilnie mostku i przejazdu po południowej stronie kanału, ale nie dojrzałem ani tego ani tego, wolałem nie ryzykować powrotu, kiedy zobaczyłbym punkt po drugiej stronie kanału, a nie miałbym jak się do niego dostać. Poza tym na północnym wariancie widnieje przecież ładna, gruba droga, więc po co kombinować. Ładna, gruba droga okazało sę brzydką, cienką ścieżką, która istniałą tylko i wyłącznie dzięki rowerzystom, którzy obrali ten sam wariant co ja i trochę ją wydeptali. Jechać się nie dało, więc jakiś kilometr dygałem pchając rower obok siebie. W okolicy punktu spotkały mnie szydercze uśmiechy zawodników odjeżdzających z punktu ładną ścieżką po drugiej stronie kanału. Już wiedziałem, że magiczny dojazd i magiczny mostek jednak istnieją. Przy punkcie dałem sobie chwilę wytchnienia i pozbyłem się kurtki, bo słońce już dość ładnie dawało :-).

16 (21) -> 17 (4)

17

Odjazd wymarzoną drogą był całkiem przyjemny, mimo że po przejeździe przez mostek osiągnąłem chyba maksymalną dzisiaj prędkość. Dwa psy i tak były szybsze, jednak dość szybko odpuściły. Dojazd do pkt 4 przez Występ, który już trochę poznałem jadąc na pkt 16 i pkt 21, dalej wzdłuż granicy lasu całkiem przyjemną drogą. Za cmentarzem w prawo i dzięki dokładnemu opisowi punktu (drzewo 15m na E od mostu) błyskawicznie zaliczyłem punkt.

17 (4) -> 18 (1)

18

Punkt prosty i przyjemny – powrót do lasu. Nogi już czuć, czas nieubłaganie ucieka, ale ambicje na ukończenie dalej są, nie mam zamiaru odpuszczać żadnego punktu. Tu był właśnie czas na kolejne przemyślenia, co do przewidywanego wyniku. Piasek na drodze już odmarzł, więc niestety czasem musiałem prowadzić rower. Zjazd w kierunku doliny noteci i to co tam można było ujrzeć wynagrodziło wszystkie trudy! Przepięknę łąki, podmokłe (współczucia dla piechurów). Samego punktu dalej chyba nie udało się ustawić. Niezbyt miła była wizja kolejnego powrotu tą samą drogą.

18 (1) -> 19 (15)

19

Powrót drogą dojazdową do pkt 1 i pożegnanie z przepięknymi widokami na dolinę noteci. Mając już trochę w nogach, do tego bojąc się piachu, zrezygnowałem z jazdy przecinką, wybrałem bardziej pewną drogę. Dłuuugi dojazd do asfaltu i gładką drogą uwieńczoną betonowymi płytami (kolejnymi) i znowu piękne widoki, tym razem kanał bydgoski.

19 (15) -> 20 (10)

20

Na ostatnim przejeździe utwierdziłem się w przekonaniu że zdążę. Kolejne punkty proste łatwee i przyjemne. Nie do końca, jak się okazało. Zjazdów w prawo, prowadzących jakby się wydawało prosto na punkt – okazało się trzy. Po wjeździe w pierwszy, szybko wróciłem do drogi, bo od razu wydawało mi się, że to trochę za szybko. Niezbyt miła sytuacja, kiedy jeden z zawodników udawał, że nie słyszy, kiedy pytałem, czy odjeżdza z punktu, czy to jednak nie ta droga. Drugie odbicie znowu nieudane, dopiero za trzecim razem trafiłem dobrze. Trochę drożnia w tym miejscu odbiegała od tego co na mapie, nawet bardzo trochę… Podcięło mi to lekko skrzydła i zacząłem się spieszyć.

20 (10) -> 21 (3)

21

Tu miałem dylemat, czy nie zostawić pkt 3 na sam koniec, ale postanowiłem odhaczyć go szybciej (teraz patrząc, lepszy był chyba wariant z zostawieniem go na koniec). Pośpiech jest nie najlepszym doradcą i zbyt szybko porzuciłem rower wbiegając w wydeptaną ścieżkę prowadzącą w krzaki. Tak krążyłem, że miałem problem ze znalezieniem roweru, kiedy już wiedziałem, że to nie tu ;-). Szybka korekta i dość łatwo wyszukany punkt już we właściwym miejscu. Miejsce na punkt wspaniałe, znowu wywarło na mnie ogromne wrażenie. A mało pomocny kolega został gdzieś przeczeszując krzaki.

21 (3) -> 22 (13)

22

Długi dość dojazd grubasem, charakterystyczne skrzyżowania wydawały mi się trochę zbyt szybko, ale zaufałem tym razem drożni, przejechałem obok punktu i zobaczyłem go wracając na odpowiednią krzyżówkę na przecince. Odczytałem opis jako „skrzyżowanie drzew” co mi trochę utrudniło robotę. Punkt znowu powieszony „od tyłu”.

22 (13) -> 23 (20)

23

Im dalej tym więcej się dzieje Odjazd z punktu pewny, dopiero po dojeździe do kanału dojrzałem, że punkt jest po drugiej jego stronie. A prawie go widziałem… Szybka korekta wzdłuż kanału do mostu, jakoś wniosłem rower pod stromą górkę i do punktu już prosta droga, po drodze która skróciła znacznie dojazd. Tu już wiedziałem, że ostatni punkt muszę zrobić bezbłędnie, żeby zmieścić się w limicie. Łyk wody, kolejne dwa wafelki od obsługi na osłodę i w drogę, liczy się każda minuta.

23 (20) -> 24 (8)

24

Na prostych odcinkach dawałem ile fabryka i marsy dały. Przed decydującym skrętem zwolniłem. Przecinka wydawała się odpowiednia, ale skonczyła się trochę za szybko. Rower w krzaki, szukam punktu, szukam i co? I jajco, ani punktu, ani żadnych zawodników – coś tu nie gra. Pojechałem kawałek dalej zawijasem i jest! Karta zapełniona

24 (8) -> meta

25

Pamiętając nieszczęsny powrót z ostatniego pkt do mety z Harpagana, gdzie spóźniłem się o 15 sekund przy limicie 15 godzin, postanowiłem tym razem jechać spokojniej i pewniej. Mimo, że wariant prosty, człowiek zmęczony, podekscytowany, może popełnić i najprostsze błędy. Dojazd asfaltem to już czysta przyjemność, mimo że napęd skrzypiał od piachu jak oszalały

Na mecie zjawiłem się o 15:49, 11 minut przed końcem czasu. 5 minut po mnie przyjechał prześladujący mnie Robert Stanek, któremu gratuluję zmieszczenia się w limicie. Na mecie szybki prysznic, dyskusja o trasie z Krzyśkiem Lewandowskim, który zajął świetne 5 miejsce na TP50, pakowanie i powrót do Bydgoszczy. Szkoda tylko, że wyniki były dostępne tak późno i oczekiwanie na nie nastąpiło w domu przed komputerem, a nie jeszcze w tętniącej życiem bazie rajdu.

Trasa wyśmienita. Punkty w wielu przypadkach typowe dla tras pieszych, co dla mnie jest ogromnym atutem i urozmaiceniem. Były nieźle pochowane w przepięknych miejscach. Nic dodać, nic ująć. Dzięki za zapewnienie wspaniałych 8 godzin jazdy i do zobaczenia na pewno za rok! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *