Złoto dla Zuchwałych

Udostępnij:
Share

logo

1,5 miesiąca po tegorocznym debiucie na Śnieżnych Konwaliach kolejny weekendowy wypad, tym razem na Złoto dla Zuchwałych. Szykowała się długa podróż, całe 20km od domu… Mimo, że tak blisko, pojechaliśmy już poprzedniego dnia, jakoś tak wolę już w nocy poczuć ten dreszczyk emocji na miejscu. Tym bardziej, że jako jedni z pierwszych w bazie, zostaliśmy ugoszczeni mega-wygodnymi materacami! Na Śnieżne Konwalie udało mi się wkręcić do zabawy kolegę z pracy, tym razem on wkręcił swojego współlokatora – Bydgoska ekipa się powiększa, oby tak dalej!

Szybka pobudka po wyjątkowo dobrze przespanej nocy, pakowanie dorobku na najbliższe godziny, czyli bezcennych batonów i picia. Dawno minęły już czasy, kiedy to w plecaku lądowała kiełbasa i 5 bułek, legendy głoszą, że optymalnym prowiantem na pięćdziesiątkę jest kilka żelek albo landrynek, więc ja i tak zasuwam na bogato. Pakując się na ostanią chwilę (bo każda minuta więcej pod śpiworem, w niedzielę o 5 – 6 rano robi różnicę), wyjątkowo mogłem skromnie stwierdzić: „chyba nic nie zapomniałem!”, czyli już na starcie mam przewagę nad wszystkimi!

Start -> 1 (E)
1,41km | 00h 11′

1(E) -> 2(B)
2,50km (3,9km)  | 14′ (00h 25′)
s-1-2Obranie optymalnego wariantu nie było wcale takie proste, ale analizując wcześniej mapy z poprzednich edycji Złota, jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło. Już na starcie było wiadome, że obranie optymalnego wariantu może być kluczowym elementem.

Po starcie dość zachowawczo, obraliśmy okrężny wariant, drogami. Już na początku nadrobiliśmy trochę dystansu. Na punkcie tak czy inaczej zameldowaliśmy się jako jedni z pierwszych, obierających podobny wariant. Powrót z punktu podobną drogą, dalej wzdłuż torów (dwie opcje do wyboru: albo po niewygodnych torach, albo równoległą, pagórkowatą ścieżką).Do punktu E dobiegliśmy bez problemów, wydeptaną ścieżką, której nie było na mapie.

2(B)-> 3(W)
1,85km (5,76km) | 11′ (00h 36′)

3(W)-> 4(H)
3,92km (7,83km) | 26′ (00h 51′)2-3-4

Wariant na punkt W chyba bardziej niż oczywisty, tym bardziej że przy granicy lasu biegła dość wygodna ścieżka. Wróciliśmy do znanych już nam torów i już z daleka widzieliśmy grupkę szwędajacą się w okolicy punktu. Oznaczenie punktu na mapie okazało się bardzo dokładne, kropka pokazuje południową stronę przepustu – i tam też dokładnie był punkt, można zaufać mapie :-). Sekunda „postoju” na wyrzucenie z buta zbędnych kamieni i dowiązanie buta i dzida! Przy liniach elektrycznych kolejna wygodna ścieżka, za towarzyszami, których widzieliśmy już przy poprzednim punkcie. Lekkie odbicie z polnej drogi w kierunku wąwozu przy którym jest punkt. Na doł, do góry, szybka analiza dokładnego położenia i znowu do góry, i znowu na dół – punkt znaleziony, towarzystwo zgubione, niestety został też startujący z nami szwagier.

4(H) -> 5(F)
2,66km (10,49km) | 20′ (01h 12′)

5(F)-> 6(D)
2,32km (12,81km) | 15′ (01h 27′)

beznazwy

Chwilę zastanawialiśmy się nad wariantem na kolejny punkt. Widząc wysokość wąwozów przy punkcie H, byłem za obieganiem wygodnym asfaltem i niestety Krzysiek zgodził się na ten wariant. Chyba zostało mi zboczenie z tras rowerowych które nawiedziałem w poprzednim sezonie, że naokoło – szybciej, bo tutaj wcale tak nie było. Swoją droga, Krzysiek narzucał od początku takie tempo, że szczerze – już tutaj miałem serdecznie dosyć, byłem przekonany, że nie skończymy razem (ambitne plany zimowego treningu skończyły się kompletnie niczym, dalej jedynymi moimi treningami pozostały… starty na 50km). Asfaltem zasuwało się całkiem przyjemnie, ale nadeszła nieunikniona chwila – zbiegnięcia z równej drogi. I zaczęło się drałowanie do góry, a punkt przy samym szczycie. Jedno rozgałęzienie wąwozu, drugie rozgałęzienie wąwozu. Szukanie od góry, szukanie od dołu- w końcu przegięliśmy, trzeba się było kawałek cofnąć – jakies 10 minut w plecy. Podobno później był tutaj punkt żywieniowy, pewnie by nam to znacznie ułatwiło robotę, ale o tej porze jeszcze nikogo tu nie było, kompletnie nikogo. Po podbiciu szybki wybieg na pobliskie pole, tu na chwilę się roździelilismy, ale wiedziałem że za kilkaset metrów spotkamy się na tej samej drodze, byłem o jakieś 10 metrów szybszy ;-). Odbicie na punkt D kompletnie „na czuja”. Dobiegamy sobie do brzegu lasu i co – i jajco. Brzeg lasu jest brzegiem krzaków, pole jest krzakami, las polem, a krzaki lasem – super. Przetrzepaliśmy kilka różnych granic kultur, aż w końcu jest i on – oczywiście od „dupy strony”, co by za łatwo go znaleźć nie było – punkt podbity.

6(D) -> 7(Q)
2,65km (15,46km)| 18′ (01h 45′)

7(Q) -> 8(A)
2,60km (18,06km) | 16′ (02h 01′)

6-7-8

Kilka punktów z mapy najchętniej bym wyrzucił – ewidentnie utrudniały obranie dobrego wariantu. Przy punkcie D chwilę poświęciliśmy na obranie dalszej trasy, padło na odhaczenie Q, argument: prosty dobieg do Q i potem banalny do A – mimo szybkiego tempa, trochę odpoczniemy. Na początku trasy z D na Q, niepotrzebnie trochę obiegliśmy naokoło, żeby nie przedzierać się przez rzeczkę. Rzeczka okazała się niezbyt okazała, no ale już za późno. Tutaj zaczęliśmy podchodzić pod góry, już trochę czuć mocne tempo – no ale w końcu postanowiliśmy się w końcu „dojechać”.
Przebieg z Q na A bez żadnych przygód. Sam dobieg do punktu za to przepiękny, chyba najładniejsze miejsce na całej trasie – piękny las, wyryte na drzewach, wcale ich nie szpecące wyryte miłosne wyznania, małe wąwozy, bajka.

8(A) -> 9(J)
2,53km (20,59km)| 19′ (02h 20′)

9 (J) -> 10 (I)
2,58 km (23,17km) | 20′ (02h 39′)

10 (I) -> 11 (S)
2,34km (25,51km)| 25′ (03h 04′)

8-9-10-11

Z A na J kolejny bezproblemowy przebieg. Dobiegając do punktu, udało mi się przewidzieć, że dochodząca z lewej przecinka może być przedłużona (czego nie widać na mapie) i trafiać idealnie na punkt – nie myliłem się. Tutaj spotkaliśmy ponownie Łukasza, okazało się, że nadrobiliśmy do niego dwa punkty (A, Q). Do punktu I nad jeziorem Skrzynka (dla fanów GeoCachingu – opencaching.pl OP8764, założona przez Krzyśka, który po drodze sprawdził, czy skrzynka dalej jest na miejscu). Dojście do punktu trochę na czuja, dziwnymi ścieżkami, drogami, aż do kolejnej rzeczki, odchodzącej od jeziora. Tutaj spotkaliśmy kilka osób. Punkt zauważyliśmy dość szybko, ale był po drugiej stronie wody. Po chwili poszukiwań, udało nam się znaleźć w miarę solidne przewalone drzewo, po którym niepewnym krokiem (i na czworaka) udało nam się przejść na drugą stronę. Po podbiciu punktu, wróciliśmy tym samym drzewem i pobiegliśmy w kierunku punktu S, który znaleźliśmy bez większych przygód, mimo niezbyt zgadzających się dróg/ścieżek/przecinek. No i zaczęło się…
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=yjK4rzkmJtg&w=560&h=315]

12 (S) -> 13 (K)
1,42km (26,93km) | 15′ (03h 19′)

13 (K) -> 14 (M)
1,54km (28,48km) | 15′ (03h 35′)

10-11-12

Punkty SKM – Szybką Kolejką Miejską to tutaj nie byliśmy. Bardzo wolne tempo – przedzieranie się przez krzaki, wąwozy, strumienie. Podczas przebiegu przez pola między S i K – piękny widok na drugą stronę Wisły i przedmieścia Bydgoszczy – tak blisko do domu ;-). Przejście z K na M, bo to już nie był bieg – bardzo długe, bardzo monotonne i bardzo ciężkie. Na początku szukaliśmy punktu zbyt nisko, a dzięki bardzo gęstym krzakom kilkaset nadrobionych metrów przemieniło się w kilkaset sekund straty czasu i kilkaset zbędnie straconych kalorii, które ewidentnie przydałyby się w dalszej części trasy.

14 (M) -> 15 (L)
4,35km (32,82km) | 31′ (04h 06′)

15 (L) -> 16 (O)
1,79km (34,61km) | 16′ (04h 22′)

sss

Po najgorszym dla nas fragmencie trasy nadeszła pora na kolejny punkt, który nie robił na mapie nic innego oprócz przeszkadzania w wariancie trasy… Przebieg M->L jednak był tak banalny, że mogliśmy nadgonić stracone siły chwilą „odpoczynku” – biegnąc w końcu w równym tempie, wsuwając batony, zapijając oszałamiającego Tigera z Auchan za całe 1,19zł, planując dalsze odcinki trasy.
Przebieg L -> O dość prosty. Nareszcie kawałek znajomego terenu – droga rowetowa z Ostromecka w kierunku Unisława, nie raz przejeżdzałem tędy rowerem z Bydgoszczy do rodzinnego domu w Chełmnie, fajnie przebiec chociaż te kilakset metrów „na swoich śmieciach”. Punkt O podbity w tempie ekspresowym, szybki „pit stop” i w drogę!

16 (O) -> 17 (P)
2,93km (37,54km) | 20′ (04h 42′)

17 (P) -> 18 (R)
1,50km (04h 54′) | 12′ (04h 54′)

14-15-16

PKP – Życzy miłej podróży. Tak trochę kiepskawo z tą miłą podróżą było… Długaśny odcinek po torach kolejowych. Betonowe podkłady pod torami ewidentnie nie zostały przemyślane pod biegaczy. Cały kawał drogi przebiegliśmy na 3/4 normalnego kroku, i tak utrzymując świetne tempo, do tego co chwila oglądalismy się, czy jakieś Pendolino nie zamierza zakończyć naszego startu w Złocie dla Zuchwałych właśnie w tym miejscu.W końcu można było zbiec z torów, kawałek po skarpie, za nią druga skarpa i już widzę, przez pola, gdzie będzie punkt.
Wariant na R – przez las do „grubasa” (grubej drogi), ale Krzysiek w ostatniej chwili dojrzał ścieżkę biegnącą przez napis „Siedmiogórze” – to idealnie doprowadziło nas na punkt. Punkt R prosty – ambona. Nogi bolą, pieką, odcisk na zawsze „leżącym” małym palcu u stopy już boli, a tu co? Punkt nie pod amboną, nie obok, ale na ambonie – oryginalnie!

18 (R) -> 19 (Ł)
3,30km (42,33km) | 23′ (05h 17′)

19 (Ł) -> 20 (C)
4,08km (46,41km) | 34′ (05h 51′)

16-17-18

Szykują się kolejne długie przebiegi, z R na Ł kompletnie bez przygód, punkt znaleziony bez problemu, przebieg bardziej niż oczywisty. Gorzej z punktem C… Kolejny, który najchętniej wymazałbym z mapy. Wariant południowy drogami – za bardzo naokoło, wariant północny – za bardzo naokoło. No to zasuwamy przez pola. Z daleka było widać nasz cel, zarys lasu w którym będzie punkt C, tylko ten zarys lasu jakoś dziwnie wolno się przybliżał. (Podczas tego przebiegu Michał Jędroszkowiak przekrzoczył linię mety – kozak!). Tym razem nie zaufaliśmy temu, co pokazuje mapa i postanowiliśmy przebiec przez „rzeczkę”, która była suchym rowem. Człowiek uczy się na błędach nawet w trakcie przebiegu na jednej trasie.

20 (C) -> 21 (G)
3,62km (50,03km) | 25′ (06h 16′)

21 (G) -> 22 (T)
2,45km (52,50km) | 20′ (06h 36′)

22 (T) -> Meta
1,77km (54,27km) | 11′ (06h 48′)

18-19-20

Zmęczenie już solidne, ale nie przestajemy biec. Już wiadomo, że nie złamiemy 6h 30′, co udało nam się na Śnieżnych Konwaliach. Przebieg do punktu G długi, ale jakoś świadomość bliskości mety dodawała sił (w końcu mieliśmy się dojechać, więc ból nam nie straszny). Sam punkt dość specyficzny, tu wycinka, tam młodnik, tu droga, a na drodze punkt.
Do punktu T dalej biegniemy, dalej mamy dobre tempo, zasuwamy już siłą woli, chęcią odwiedzin prysznica, wiemy że obiad już blisko! Dobiegamy do punktu, którego tu za bardzo nie ma. No to lecimy, staw dookoła, a za stawem rzeczka, jest i punkt (za pierwszym podejściem minięty o jakieś 15 metrów).
Na dobiegu do mety siła woli przestała wystarczać, potrzeba było wyciągnąć rezerwy, które były za obiecanym wcześniej dojechaniem się. No i tak udało nam dotrzeć się do mety na 7 miejscu w czasie 6h 48′. Patrząc na wyniki – najgorsi z najlepszych (28 minut do 3 miejsca, za to kolejny zawodnik 60 minut za nami).

Jak na kompletny brak treningów uważam ten start za udany (oprócz powolnych przebiegów na punktach S – K -M). Mam jednak motywację do treningów, bo dzięki temu spokojnie można urwać chociaż te 30 minut brakujące na Złocie do podium. Teraz kolejna przerwa, przede mną 4 stary w Mistrzostwach Pomorza i Kujaw w Biegu na Orientację, pora sobie przypomnieć, jak się biega na dokładnych mapach, gdzie 1 minuta to już spory błąd.

Krzysiek na starcie został „obdarzony” nadajnikiem GPS, przebieg naszej trasy możecie prześledzić tutaj: http://www.app2.trackcourse.com/view/zloto2016-tp50

cala

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *